Zanim Twoje serce odmówi posłuszeństwa ...

Do kardiologa najczęściej trafiają pacjenci z już poważnymi chorobami serca, albo innymi dolegliwościami ze strony układu sercowo-naczyniowego, które wcześniej wykryte zawsze są łatwiejsze do wyleczenia. Bóle w klatce piersiowej, „kołatanie” serca, zadyszka, zawroty głowy, wysokie lub niskie ciśnienie, męczliwość – to najczęstsze z symptomów.

Zdarza się jednak, że ból w klatce piersiowej lub kołatanie serca nie są sygnałami o chorobie układu sercowo-naczyniowego, tylko reakcją naszego organizmu na stres, przemęczenie, brak aktywności fizycznej, złą dietę czy używki.

Jakie objawy, stany naszego organizmu powinny nas skłonić do wizyty u kardiologa?

Odpowiedzi na te pytania udzieli nam doktor Henryk Helon, kardiolog z poradni NZOZ Revita, specjalista z wieloletnim doświadczeniem, również pracy klinicznej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera oraz Szpitalu Specjalistycznym im. G. Narutowicza w Krakowie.

dr Henryk Helon zdjecie

EB: Panie doktorze, jeden z moich bliskich znajomych, mężczyzna w średnim wieku 40+, menadżer w dużej korporacji, regularnie jeździł na rowerze. Był to taki amatorski trening dla utrzymania kondycji. Robił tak przez wiele lat. W pewnym momencie zaczęło mu to przychodzić z coraz większym trudem. Stwierdził, że przyczyną jest po prostu gorsza kondycja związana z wiekiem, siedzącym trybem życia i licznymi nadgodzinami w pracy. Dlatego postanowił jeszcze mocniej i częściej trenować. Zamiast poprawy, przyszło znaczne pogorszenie wydolności i samopoczucia. Zaniepokojona żona poprosiła znajomego kardiologa o pomoc. Intuicji małżonki zawdzięcza to, że trafił w dobre ręce dosłownie w ostatnim momencie. Po wykonaniu badania echo serca, próby wysiłkowej ekg na bieżni, a następnie koronarografii okazało się, że ma bardzo duże zwężenie tętnicy wieńcowej (ponad 90 %). W każdej chwili mogło dojść do zawału serca. Zwiększanie intensywności treningów było wręcz zabójcze. Przeprowadzenie zaraz po koronarografii zabiegu plastyki tętnicy wieńcowej (popularnie nazywanego balonikowaniem) i wstawienie stentu uratowało mu serce przed zawałem, a może i życie.

Jak pan skomentuje taki przypadek?

HH: Sytuacja w jakiej znalazł się ten pacjent jest dość typowa dla mężczyzn w średnim wieku, prowadzących bardzo intensywny, stresujący tryb życia. Nawet dbając o kondycję, tak jak w tym przypadku, u mężczyzn częściej i wcześniej niż u kobiet, mogą rozwinąć się zaawansowane zmiany miażdżycowe w różnych tętnicach np. wieńcowych.

Powodów różnic w rozwoju miażdżycy i chorób na jej podłożu u obu płci jest wiele. Mężczyźni, zwłaszcza pochodzący z rodzin obciążonych genetycznie, w których choroba wieńcowa i zawały serca występują u młodych mężczyzn nawet przed 40 rokiem życia, są szczególnie zagrożeni. Często ci pacjenci mają predyspozycje genetyczne i liczne czynniki ryzyka miażdżycy a jednocześnie nie posiadają skutecznej ochrony np. hormonalnej i nie walczą skutecznie z tymi czynnikami ryzyka.

Kobietom do okresu menopauzy, taką ochronę zapewnia wysoki poziom estrogenów. Później poziom hormonów żeńskich spada i choroby serca u kobiet też stają się coraz częstsze. Sytuacja kobiet mimo to wydaje się być znacznie lepsza między innymi dlatego, że różnią się od mężczyzn bardziej rozsądnym podejściem do problemów zdrowotnych.  

Zatem powodem takiego stanu zdrowia może być nie tylko zły tryb życia, ale też unikanie przez mężczyzn wizyt kontrolnych u lekarza?  

Tak, istotnym powodem szybszego rozwoju miażdżycy i jej powikłań u mężczyzn jest to, że wielu  panów mniej chętnie niż panie stosuje się do zaleceń dotyczących profilaktyki i leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego. Mówiąc kolokwialnie po prostu nie dba o siebie i omija lekarzy „szerokim łukiem”. Mimo iż współczesna medycyna dysponuje skutecznymi sposobami zwalczania czynników ryzyka miażdżycy,  co pozwala zapobiegać wielu chorobom, to mężczyźni w tym zakresie osiągają znacznie gorsze efekty niż kobiety.

Co jeszcze oprócz czynników genetycznych wywołuje nasze kłopoty z sercem?

Częściowo może to wynikać to z rosnącego tempa życia, poziomu stresu i braku umiejętności radzenia sobie z nim. Narasta w nas poczucie, że doba staje się zbyt krótka, żeby załatwić wszystkie istotne sprawy codzienne. Próbujemy ten czas zaoszczędzić kosztem ważnych rzeczy, np. sposobu odżywiania się. Zwracamy w związku z tym mniejszą uwagę na dietę, jej skład, kaloryczność i regularność posiłków. Intensywnie pracujące osoby często spożywają posiłki „w biegu”, nie mają czasu usiąść, zamawiają gotowe, często tzw. śmieciowe jedzenie, które jest zbyt kaloryczne i słone.  Piją słodkie napoje, zawierające nawet 5 łyżeczek cukru w szklance, czyli też bogate w kalorie. Ten sposób i tempo zaspokajania głodu oraz pragnienia sprawia, że w trakcie jedzenia nie czujemy się syci, uczucie sytości pojawia się dopiero po kilkunastu minutach, gdy już zjedliśmy o wiele za dużo. Również bardzo stężone, słodkie napoje nie zaspokajają naszego pragnienia, dlatego wypijamy ich za dużo. Taki „zachodni” sposób odżywiania skutkuje nadwagą lub otyłością co najbardziej rzuca się w oczy na ulicach amerykańskich miast. Problemy potęguje jeszcze siedzący, mało aktywny fizycznie tryb pracy i życia oraz nasze nałogi np. palenie tytoniu.

Czyli siedzący tryb życia, stresująca praca, a przede wszystkim złe odżywianie doprowadzają do miażdżycy.

Tak, na takim podłożu rozwijają się właśnie groźne zaburzenia metaboliczne, np. zaburzenia lipidowe i węglowodanowe - stany przedcukrzycowe i cukrzyca typu 2 dorosłych.

Natomiast zbyt duże spożycie soli kuchennej i alkoholu sprzyja rozwojowi nadciśnienia tętniczego, również bardzo ważnego czynnika rozwoju miażdżycy.

Niekorzystne efekty sumują się i dlatego u osób z licznymi czynnikami ryzyka miażdżyca tętnic rozwija się wcześniej i szybciej, powodując zwężanie się światła tętnic, zaburzenia przepływu krwi i w końcu groźne powikłania, takie jak zawały serca, udary mózgu, niedokrwienie kończyn dolnych, objawiające się bólami łydek podczas chodzenia, i wiele innych.

Co chciałby pan przekazać czytelnikom na koniec?

Po prostu pamiętajmy o prostym przysłowiu: "Lepiej zapobiegać niż leczyć!" W razie jakichkolwiek wątpliwości zawsze należy skonsultować się z lekarzem. Bez względu na sytuację, zawsze lepiej przyjść do lekarza wcześniej. Każda anomalia w funkcjonowaniu naszego organizmu, utrzymująca się przez dłuższy czas powinna nas zmobilizować do działania.

Dziękuję za rozmowę.     

Artykuły powiązane: